Dlaczego tak trudno wprowadzać nam zmiany?

Kiedy chcemy schudnąć – pojawia się efekt jojo, kiedy chcemy zmienić karierę albo zacząć własny biznes – zrażamy się przy pierwszej porażce, kiedy próbujemy znaleźć okazję inwestycyjną i okazuje się to wyzwaniem – to rezygnujemy z dalszych poszukiwań i wracamy do bezpiecznej rzeczywistości.

Szukając odpowiedzi na to pytanie, jak to zwykle bywa, trzeba zarzucić sieć szeroko, sięgnąć głębiej i dalej niż nam się wydaje. Posłużę się przykładem ze sfery globalnej, ale nie martwcie się – wnioski możesz zastosować zarówno do swojego osobistego życia, jak i biznesu.

Dużo się teraz mówi o nadchodzącej katastrofie ekologicznej. Atakują nas słomki i plastikowe torebki zewsząd. Kiedyś czekając na autobus w Londynie, dosłownie zaatakowała mnie plastikowa torba unoszona silnym podmuchem wiatru. Jak tylko się z niej wyswobodziłam, przyczepiła się do kogoś innego.

W tym roku moja babcia skończyła 100 lat. Ktoś mnie zapytał się, czy znam sekret babci na długowieczność, i myślę sobie, że znam. Ten sekret brzmi: mniej chemii. Mniej chemii w powietrzu, jedzeniu, kosmetykach, lekach.

Tak sobie myślę, że moja babcia po dziś dzień wpisuje się w trend „EKO”, bo ciągle używa płóciennych wielorazowych chusteczek do nosa, tnie szmatki ze starych podomek do wycierania w kuchni, używa jednego kremu nivea i mydła w kostce. Jeszcze do niedawna, kiedy chodziła sama na zakupy, to miała płócienną siatkę na zakupy. Muszę przyznać, że mam mega „eko-trendy” babcię. Tyle że dla niej to żaden trend. Dla niej to normalność.

Słucham audiobooka „Sapiens: od zwierząt do bogów” autorstwa izraelskiego pisarza Yuvala Noego Harari. Myślę sobie, że to powinna być lektura obowiązkowa w szkołach. Ta książka jest jak zimny prysznic. Wiadro wody wylane na głowę z komunikatem: obudź się! Szału nie ma. My ludzie, którzy uważamy się za „lepszych” od innych gatunków zwierząt i roślin mamy na swoim sumieniu całkiem sporo.

Stwierdzenie „pan i władca” pasuje do nas jak ulał, bo tam, gdzie pojawiał się homo sapiens, tam pojawiała się ekologiczna zagłada. Jeśli tym razem zmierzamy ku kolejnej, to żadna to niespodzianka, bo niby dlaczego tym razem miałoby być inaczej. Przyczyniliśmy się do wymarcia setek tysięcy zwierząt i roślin. Polując na duże zwierzęta, nasza populacja rosła, a ich malały bezpowrotnie, a wraz z nimi całe ekosystemy i łańcuchy pokarmowe, które również skutecznie zostały zaburzone.

Nic dziwnego, że przez miliony lat naszej ewolucji doszliśmy do przekonania, że jesteśmy „lepsi” czy „ponad” wszystkim. Gdzie się nie pojawiliśmy, tam świat się zmieniał i zmienia się nadal. Czujemy się panami planety ziemi, ale jednocześnie… nie panujemy nad sobą samym.

Taki trochę paradoks… nie chcę tu absolutnie wchodzić w dyskusje na temat zmiany klimatycznej, ekologii i czy zmiany są na dobre, czy złe, a jedynie zauważyć fakt, że jako ludzie „potrafimy zmieniać całe ekosystemy, a jednocześnie tak trudno przychodzi nam zmiana samych siebie”.

Jakim cudem udało nam się przyczynić do zniknięcia lub zagrożenia wyginięciem wielu gatunków potężnych zwierząt i wykarczowania lasów starszych niż nasza cywilizacja, a jednocześnie nie radzimy sobie z drobnymi zmianami we własnym domu?!

Przykład z tego samego „ekologicznego” podwórka. Wpadła mi niedawno do ręki inna książka „Jak uratować świat?”, dająca konkretne wskazówki i rozwiązania na to, by być bardziej przyjaznym środowisku. I powiem szczerze: byłabym w stanie wprowadzić chyba jedynie 10% rad zawartych w tej książce.

Eliminacja plastikowych toreb czy słomek to pikuś, ale robienie własnej pasty do zębów, peelingu z fusów do kawy czy szycie myjki do naczyń w kuchni, to jest potężna zmiana. Chodzenie na zakupy z własnymi pojemnikami, kupowanie wszystkiego na wagę, wymiana całej chemii domowej, rozlewanie wszystkiego do wielorazowych szklanych pojemników – to prawdziwy wysiłek, który wymaga zmiany setek nawyków!

Totalnej reorganizacji codziennego życia nie tylko mojego, ale i całej mojej rodziny. To brzmi niestety jak „mission impossible”.

W takim razie co zrobić, aby wdrożyć zmiany skutecznie i aby poziom trudności nas nie przerósł? Rozwiązań również poszukamy w ewolucji i historii ludzkości!

Wiem, „ewolucja” brzmi dość abstrakcyjnie, ale schemat działania powielamy na każdym polu naszego istnienia. Ten schemat odciska się na całym naszym działaniu, również w biznesie.

Po pierwsze, nie lubimy szybkich i gwałtownych zmian. Do zmiany pracy czy ogólnie kariery zawodowej dojrzewamy bardzo długo. Często budzimy się z ręką w nocniku. Bo wiek już niemłody i na zmianę naprawdę zostaje mało czasu.

Po drugie, jesteśmy zdecydowanymi długodystansowcami. Szybkie zmiany podyktowane emocjami z reguły nie wychodzą. Nasze efekty finansowe często przypominają „efekt jojo”. Nawet jak trafimy złoty strzał, to zaraz dążymy do finansowej równowagi i wracamy do punktu wyjścia. Tylko sukcesywne i przemyślanie wdrażane strategie przynoszą długofalowe efekty.

Po trzecie, zjemy każdego słonia, ale po kawałku. Rzucanie się z motyką na księżyc nie popłaca. Dobrze zaplanowany biznesplan i wdrażany krok po kroku wychodzi.

Po czwarte, konsekwencje przerzucamy na inne pokolenia. W kastowych społeczeństwach jest usprawiedliwienie dla braku zmian i ambicji. To normalne, że tylko nieliczne kasty żyją w dostatku. W naszej kulturze na kastowość nie możemy zwalić winy, więc obwiniamy wszystkich dookoła za naszą sytuację finansową i co gorsze przekazujemy wzorzec narzekacza kolejnym pokoleniom. Nie potrzebujemy kast, by się skutecznie blokować na całe pokolenia do przodu.

Poza tym żyjemy w nieświadomości i wolimy tego nie zmieniać. Nie chcemy sobie uświadamiać prawdy, bo jest dość mocno niewygodna. Rozwój może boleć, bo nie ma na kogo zrzucić odpowiedzialności. Wolimy żyć w nieświadomości i powielać schemat wyniesiony z rodziny, czy ze szkoły niż spojrzeć w lustro i podjąć decyzję, że od tej pory tylko ja odpowiadam za wszystko, co robię i za wszystko, czego nie robię.

Zatem uświadamiając sobie te naturalne „odruchy” naszej ludzkiej natury – jak możemy je wykorzystać do skutecznego wdrażania zmiany. Mam dla Ciebie trzy końcowe rady.

 

Pracuj w grupie!

Wielkich zmian dokonujemy zawsze w grupie. Nie wiem, czy to jest kwestia odpowiedzialności zbiorowej, że jest ona dla nas łatwiejsza do zaakceptowania, ale niewątpliwie w pojedynkę za wiele byśmy nie zawojowali. Jak polować, to zawsze w grupie. Zdecydowanie łatwiej!

Jak to możesz odnieść do biznesu i nieruchomości? Otocz się ludźmi, którzy mają podobny cel, jak Ty – uczęszczaj na różnego rodzaju spotkania brażnowe, udzielaj się na grupach dyskusyjnych, a może nawet dołącz do grupy MASTERMIND? Oprócz tego zbuduj wokół siebie zespół, który pomoże Ci w realizacji Twoich założeń, bo samemu po prostu nie dasz rady. Deleguj zadania – zarówno te przyziemne, jak np. sprzątanie, jak i te bardzo specjalistyczne (księgowość, sprawy prawne, podatki).

 

Działaj powoli i konsekwentnie!

Rewolucja agrarna trwała tysiące lat. Dzisiaj mamy według Wikipedii 4868,3 milionów hektarów użytków rolnych. Co oznacza, że w ciągu tych tysięcy lat udało nam się wypalić i wyciąć tyle milionów hektarów lasów i dziewiczych puszcz! Z dnia nadzień nigdy by się nam tego nie udało dokonać. Krok po kroku. Metr po metrze. Hektar po hektarze. Powoli i konsekwentnie.

Jak to możesz odnieść do biznesu i nieruchomości? Nie pracuj zrywami, ale też nigdy się nie poddawaj! Bądź zdyscyplinowany i konsekwentny. Na przykład poświęć codziennie godzinę na wyszukiwanie okazji inwestycyjnych albo zarezerwuj jeden dzień w miesiącu na spotkania branżowe, aby poznać innych inwestorów.

Jeśli chcesz się czegoś nauczyć, też zarezerwuj na to czas – na przykład postanów sobie, że obejrzysz co weekend jeden webinar w ramach naszej Akademii. Jeśli będziesz konsekwentnie robić, to powiedzmy w każdą sobotę, to przez najbliższe 12 miesięcy będziesz mieć za sobą około 80 godzin nieruchomościowej edukacji – czyli odpowiednich dwóch tygodni intensywnego kursu! Pomyśl sobie, co możesz zrobić z tą wiedzą!

 

Wprowadzaj zmiany bezboleśnie i nieświadomie.

Wszystkie te zmiany zachodziły w tak dużym wycinku czasowym, że w jednym życiu nie sposób było doświadczyć ich konsekwencji. Homo Sapiens, osiedlając się w Australii, polując na tamtejsze wielkie gatunki, wypalając puszcze pod pola uprawne robił to chciał zaspokoić swoją podstawową potrzebę wynikającą ze schematu przetrwać-wyżywić. Nie sądze, aby od razu miał intencje zniszczenia wszystkiego.

Wynikało to głównie z braku świadomości, że za kilka pokoleń czegoś zabraknie. Bo kto się przejmuje dzisiaj tym, że za 200 lat zmieni się klimat, zginą zwierzęta itp.? Żyjemy tak, jak nam jest wygodnie tu i teraz. Na ogół nie martwimy się, co będzie jutro. Jakoś to będzie.

Skoro planeta już tyle razy poradziła sobie ze zmianą ekosystemu to dlaczego ma sobie nie poradzić i tym razem? Najwyżej będziemy żyć pod ziemią, a na powierzchni będzie pustynia. Co będziemy jeść? Nie wiem, ale kto jak kto, ale człowiek coś wymyśli.

Jak to możesz odnieść do biznesu i nieruchomości? Planuj, ale nie martw się na zapas. Nie jesteś w stanie przewidzieć, co stanie się na rynku nieruchomości za 10 lat, więc zrób to, co możesz zrobić dzisiaj, tu i teraz, żeby przybliżyć się do upragnionego celu. Jeśli w dłuższej perspektywie czasowej coś się zmieni – to Ty również dostosujesz swoją strategię i plan działania.

 

Konkludując, chciałabym wierzyć, że gdyby prehistoryczny człowiek wiedział, że polując na duże zwierzęta, kiedyś się one skończą, przestałby na nie polować. Chciałabym bardzo, ale nie wierzę. Bo dzisiaj już wiemy, że emerytur z ZUS-u nie wystarczy, a mimo to większość ludzi siedzi na swoich lepszych lub gorszych posadkach licząc na to, że na nich to nie trafi.

Dzisiaj wiemy, że skutki zalania planety plastikiem będą opłakane, ale nie jesteśmy w stanie z niego w 100% zrezygnować. Dlaczego? Bo zmiany potrzebują czasu i pogłębiania świadomości.

Jak chcesz zaplanować swoją zmianę i osiągnąć finansową niezależność bez efektu „jojo” to zapraszamy na nasze bezpłatne szkolenie „Zaplanuj swoją finansową niezależność – krok po kroku”.

Notka o autorze

Marta Smith

Inwestuje w nieruchomości i buduje sieć butikowych hoteli w Walii. W ciągu zaledwie 5 lat wykonała ponad 100 projektów inwestycyjnych i zbudowała portfel nieruchomości w postaci 20 własnych domów na wynajem długoterminowy w UK oraz kilkunastu domów i mieszkań na najem krótkoterminowy w podnajmie. Zaczynając inwestować chciała uzyskać wymarzony dochód pasywny, by móc podróżować po świecie, a dzisiaj to coś znacznie więcej. Kocha inspirować innych do osiągania finansowej niezależności.